Lustrzane odbicie

Co nas uskrzydla

Oboje dzięki doświadczeniu pracy w biznesie z większą uwagą podchodzą m.in. do finansów publicznych. JOLANTA BURZYŃSKA jest zaangażowana w realizację projektów oświatowych w Radomiu, ANDRZEJ SZEWCZYK jest opiekunem projektów społecznych w MJWPU.

Jolanta Burzyńska, główny specjalista w Biurze ds. systemów i projektów oświatowych współfinansowanych przez UE, Urząd Miejski w Radomiu

Jolanta Burzyńska z kartką z napisem "Pomyśl o celach", fot. Franek Mazur

W Urzędzie Miejskim w Radomiu zaczęła pracować po latach pracy w biznesie. Dzięki temu inaczej patrzy na wydawanie publicznych pieniędzy. Cieszy się z efektów projektów, które gruntownie zmieniły radomską oświatę. Biuro ds. systemów i projektów oświatowych, w którym pracuje, zatrudnia 10 pracowników. Obecnie realizują oni 6 projektów współfinansowanych ze środków UE. Ma dwoje dorosłych dzieci. Miłośniczka m.in. aktywnej rekreacji i turystyki. Jej odskocznią od pracy jest m.in. przydomowy ogród.

Jak wygląda Twój typowy dzień w pracy?

Zadania są podobne, ale proporcje pomiędzy nimi zależą od stopnia zaawansowania poszczególnych projektów. Mój dzień upływa na tworzeniu różnorakich dokumentów wewnętrznych i zewnętrznych, w tym umów z MJWPU, budżetów projektów, umów z kontrahentami, pisaniu maili. Angażuję się w projekty na każdym ich etapie – od przedmiotu zamówienia, przez zapytania ofertowe, wnioski do Biura Zamówień Publicznych, rekrutację uczestników, opisy faktur.

Lubisz tę powtarzalność zadań?

Każdy projekt jest inny, przy każdym poznaję inspirujących ludzi. Nie brakuje też nierutynowych wyzwań, np. potrzeba pilnej analizy. Ale bardzo lubię też tę „powtarzalną” część mojej pracy – zawsze bliżej mi było do cyferek niż literek; odpoczywam, gdy mogę sobie coś policzyć w Excelu.

Do Urzędu trafiłaś 17 lat temu – po wielu latach pracy w prywatnym biznesie. Jak zmienia to perspektywę?

Niejednego kandydata do pracy w instytucjach publicznych wysłałabym najpierw do pracy w biznesie. To zupełnie zmienia optykę, inaczej patrzy się na wydawane pieniądze. Wcześniej pracowałam w dziale księgowości Igloopolu, miałam hurtownię cytrusów, potem byłam księgową w firmie spedycyjnej. Wielość doświadczeń pomaga w realizacji projektów, gdy np. trzeba szybko i elastycznie zareagować na jakąś sytuację.

Wspominam dziś z sentymentem czasy, gdy zaczynałam pracę, a członkostwo w Unii jawiło się jako odległa bajka. Uczyliśmy się tematów unijnych i funduszowych w biegu, na żywym organizmie.

ciąg dalszy rozmowy z Jolantą Burzyńską

Który z wielu zrealizowanych projektów ma dla Ciebie szczególne znaczenie?

Teraz jestem koordynatorem bardzo ciekawego, potrzebnego naszej społeczności projektu: „Profesjonalny nauczyciel – fachowe kadry”. Zapewniamy nauczycielom i instruktorom zawodów studia podyplomowe i kursy, by mogli dzielić się z uczniami wiedzą najwyższej próby. Liczymy na to, że młodzi ludzie zyskają dzięki temu kompetencje poszukiwane przez pracodawców, także tych z nowoczesnych, specjalistycznych branż.

Z wcześniejszych projektów ważny był dla mnie także ten realizowany w szkołach zawodowych „Stop uzależnieniom – wybieram aktywność”. Dotyczył on profilaktyki uzależnień poprzez sport (od gimnastyki sportowej, przez sporty zespołowe, po łucznictwo); obejmował też zajęcia dotyczące alkoholizmu, narkomanii, siecioholizmu i cyberprzemocy oraz indywidualne porady psychologa.

Cieszę się też, że mogłam dołożyć swoją cegiełkę do dumy naszego Wydziału Edukacji, czyli wdrożonego trzy lata temu zintegrowanego systemu zarządzania oświatą (ZSZO).

To było jedno z pierwszych tak kompleksowych wdrożeń w Polsce.

Przed nami analogiczne rozwiązanie wdrożyły tylko Kraków i Gdańsk. Nasza intuicyjna platforma spina Urząd Miasta i ponad 90 placówek oświatowych – od przedszkoli po szkoły, bursy czy młodzieżowy ośrodek kultury. Na kompleksowy system realizowany w ramach projektu RPO WM o wartości prawie 5,2 mln zł składają się liczne narzędzia finansowo-analityczne, wspierające zarządzanie oświatą w naszej gminie. Z serwisu www.oswiatawradomiu.pl chętnie korzystają także rodzice (e-dziennik, e-sekretariat, nabory, rozliczanie pobytu dziecka w przedszkolu itp.).

Jolanta Burzyńska ze swoim psem w ogrodzie, fot. Franek Mazur
Jolanta Burzyńska w swoim ogrodzie, fot. Franek Mazur

 

Administrowanie systemem to do dziś jedno z zadań Biura, ale najwięcej czasu poświęcacie zapewne projektom. Ile obecnie realizujecie?

Obecnie cztery w Urzędzie Miasta i jeden bezpośrednio w Zespole Szkół Budowlanych. Uzyskaliśmy niedawno informację o otrzymaniu dofinansowania na kolejny projekt – dla 5 przedszkoli. Łączna wartość realizowanych obecnie przez nas projektów (włącznie z tym „przedszkolnym”) to prawie 10,5 mln zł. W największym, tj. „Przez kształcenie do sukcesu” (wartość ponad 3,7 mln zł, z działania 10.1), uczestniczy 14 szkół (10 liceów, ZS Plastycznych, ZS Specjalnych i 2 szkoły zawodowe), prawie 2800 uczniów i niemal 170 nauczycieli.

Na czym polega w praktyce przygotowanie projektu oświatowego?

Gdy pojawia się konkurs dotyczący zadań oświatowych, analizujemy temat najpierw wewnętrznie w naszym Biurze, a następnie z Wydziału Funduszy Unijnych i Strategii (WFUiS), który pisze i składa wnioski. Sprawdzamy kryteria formalne i dostępu oraz kryteria premiujące, ustalamy grupę docelową. Jeśli zapada decyzja, że chcemy i możemy aplikować, przekazujemy informacje o konkursie placówkom. Na bazie zgłaszanych potrzeb konstruujemy budżet. WFUiS analizuje i scala nasze dane z innymi wymaganymi we wniosku i przekazuje nam gotowy wniosek do akceptacji. Gdy wszystko jest w porządku, wniosek trafia do MJWPU.

Jak fundusze unijne zmieniły radomską oświatę?

Nie do poznania. To nie tylko nowoczesne wyposażenie placówek: rzutniki, ekrany, sprzęt komputerowy, oprogramowania (też specjalistyczne), pomoce logopedyczne, urządzenia diagnostyczne do warsztatów szkolnych, oprogramowania stanowisk pracy, literatura metodyczna i inne pomoce dydaktyczne, ale także wyposażenie miejsc pracy stażystów czy finansowanie umów zleceń dla nauczycieli realizujących dodatkowe zajęcia. Projekty UE przyczyniły się również do likwidacji wielu barier w dostępie do edukacji, uelastycznienia rynku pracy i poprawy kapitału ludzkiego, do rozwiązania problemu rynku pracy absolwentów szkół kształcących w zawodach.

Wspomniany ZSZO wyraźnie poprawił procesy zarządzania przedszkolami i szkołami – od automatyzacji procesu rekrutacji, po kontrolę wydatków na oświatę, które co roku stanowią znaczną część budżetu samorządu.

Co przed Wami? Jakie projekty chcecie realizować w przyszłości? Gdzie widzicie duży potencjał?

Chcemy ukierunkowywać kolejne projekty na szkolenie i doradztwo dla uczniów oraz pracowników systemu wspomagania pracy szkoły oraz trenerów w zakresie kompetencji kluczowych uczniów, niezbędnych do poruszania się na rynku pracy (kreatywność, innowacyjność, praca zespołowa, komunikatywność, odporność na stres, zarządzanie czasem), nauczania eksperymentalnego, właściwych postaw oraz metod zindywidualizowanego podejścia do ucznia. Projekty będziemy kierować również do nauczycieli – nie tylko przedmiotów zawodowych.

Z jakimi trudnościami zderzasz się najczęściej?

Nazwijmy je wyzwaniami :). To z reguły niewłaściwa kalkulacja kosztów, częste zmiany prawne i proceduralne, niedopasowanie zaplanowanych działań do rzeczywistych potrzeb grupy docelowej, zbyt mało czasu na realizację zaplanowanych działań, problemy z rekrutacją. Sukces projektów w głównej mierze zależy od czynnika ludzkiego – z jednej strony zespołu projektowego, z drugiej zaś od uczestników.

„Obce” pieniądze to kłopot czy wybawienie?

Kłopot o tyle, że musimy działać w ramach rygorystycznych obwarowań, ale to niewielka cena za możliwości, jakie dają nam mądrze zainwestowane środki z dotacji – dzięki nim możemy skorzystać z dużo większych możliwości, na które nie zawsze byłoby nas stać. Drogi sprzęt, opłacone dodatkowe zajęcia zamiast płatnych korepetycji, zagwarantowane dodatkowe wynagrodzenia dla nauczycieli, dokształcanie nauczycieli, refundacja i szkolenie kadry zarządzającej projektem itp.

Jak lokalna społeczność odbiera zmiany w radomskiej oświacie?

Dostajemy wiele pozytywnych sygnałów, że de facto korzystają wszyscy: uczniowie (mają dodatkowe i wyrównawcze zajęcia, mogą spróbować zawodu od tzw. kuchni), rodzice (nie muszą inwestować w zajęcia dodatkowe), nauczyciele (otrzymują dodatkowe wynagrodzenie), dyrektorzy szkół / placówek oraz gmina (dodatkowe wyposażenie), lokalny biznes (wyposażeni w praktyczne kompetencje kandydaci do pracy).

Co cię w pracy uskrzydla?

Dobra atmosfera, fajni ludzie, uznanie i satysfakcja z pracy oraz jeśli wszystko jest realizowane zgodnie z planem. Bardzo lubię to, co robię.

A druga strony medalu?

Czasami jest stres, zwłaszcza w nowym projekcie, gdy presji czasowej towarzyszy brak interpretacji nowych przepisów. Dużym wyzwaniem jest przygotowanie dobrego projektu, ale jego zrealizowanie zgodnie z zamierzeniami i rozliczenie, aby kontrolujący go nie mieli żadnych uwag – to jeszcze większe wyzwanie. Na szczęście przez wszystkie lata mojej pracy przechodziliśmy kontrole pozytywnie.

Co jest twoją odskocznią od pracy? Jaką masz pasję?

Po wyczerpującej pracy umysłu najlepsza jest praca fizyczna. Dzieci już odchowane (28 i 20 lat), więc odskocznią uczyniłam niewielki przydomowy ogród. Mam również dużego psa, więc dbałość o rośliny i trawnik wymaga większego wysiłku… Powoli nadchodzi czas przygotowań do zimy. Na wiosnę znów będę sadzić, konserwować drewniane meble – zgodnie z cyklem natury :). Na pocieszenie zimą zostają mi narty.

W wolnych chwilach lubię obejrzeć dobry film lub poczytać książkę. Z ostatnio przeczytanych polecam „Lalki w ogniu” Pauliny Wilk – trudna, ale zostaje w pamięci. Jeśli jest słoneczna pogoda, wypuszczam się ze znajomymi na wyprawy rowerowe, czasami krótsze (np. 20 km), czasami dłuższe (np. 70-80 km). Nawet najbliższa okolica z perspektywy roweru zyskuje zupełnie inny – uroczy! – wymiar. Polecam, nie tylko jako niezawodne remedium na stres, ale też dowód na to, że często cudze chwalimy, a lokalnego piękna nie doceniamy…

Rozmawiała Małgorzata Remisiewicz

 

Andrzej Szewczyk, główny specjalista w Wydziale Wdrażania Projektów EFS 1, Mazowiecka Jednostka Wdrażania Programów Unijnych

Andrzej Szewczyk z kartką z napisem "Razem możemy więcej", fot. Franek Mazur

Urzędnikiem został po wielu latach pracy w innych zawodach. W Mazowieckiej Jednostce Wdrażania Programów Unijnych pracuje już 10 lat, niemal od początku jej istnienia. Wydział, w którym pracuje, liczy 18 osób – w tym okresie programowania opiekują się na razie 295 projektami w ramach Osi Priorytetowej IX „Wspieranie włączenia społecznego i walka z ubóstwem”. Bardzo ceni nietuzinkowych i zaangażowanych w projekty beneficjentów. Ma dwoje już dorosłych dzieci. Prywatnie m.in. pasjonat sztuki ogrodniczej – nieustannie przesadza, dosadza, urządza…

Jak wygląda Twój typowy dzień pracy?

Formalnie – o 7.30, ale w praktyce pół godziny wcześniej. Nie tracę czasu i nerwów na myślenie, z jaką sprawą czy dokumentami muszę zmierzyć się w pierwszej kolejności, bo przygotowuję sobie komplet materiałów dzień wcześniej. Praca opiekuna projektów jest z jednej strony typowa – bo sformalizowana, musimy stosować się do obowiązujących procedur wdrażania RPO WM zgodnie z wytycznymi IZ, ale z drugiej strony nie brakuje w niej niespodzianek.

Jakich na przykład?

Lubię nietuzinkowych beneficjentów :). Szczególnie cenię relacje, które dowodzą, jak drugiej stronie bardzo zależy na tym, by projekt był perfekcyjnie realizowany. Wczoraj dostałem na przykład maila z zapytaniem: „W jaki sposób oraz czym kierować się w zakresie organizacji staży zawodowych dla uczestników projektu, które planowane są w przyszłym roku?”. Taka proaktywna postawa, otwartość na wiedzę jest bardzo budująca – a dla nas dodatkowo mobilizująca.

Nietypową sytuacją zawsze jest kontrola zewnętrzna. Zdarzyło się kiedyś, że na potrzeby przeprowadzenia kontroli przez Komisję Europejską w dwóch wieloletnich projektach systemowych realizowanych w ramach POKL, których byłem opiekunem, przez dwa tygodnie skanowałem dokumenty niezbędne do ich przeprowadzenia. Inaczej wyglądają też moje dni w pracy, gdy biorę udział w konferencji, szkoleniu bądź uczestniczę w grupie roboczej.

Jak trafiłeś do tej pracy?

8 października 2017 r. minęło dziesięć lat pracy, czyli jestem niemal od samego początku istnienia MJWPU. Urzędnikiem zostałem po wielu latach pracy w innych zawodach. Pracowałem m.in. w Zakładach Radiowych im. Marcina Kasprzaka oraz w Zakładach Wytwórczych Lamp Elektronowych im. Róży Luksemburg. Pracowałem też w administracji Zespołu Opieki Zdrowotnej w Warszawie. W 1985 r. założyłem własną działalność, którą zakończyłem w roku 1998. Byłem także handlowcem i analitykiem gospodarczym w organizacji związkowej. Po ukończeniu Technikum Mechaniczno-Elektrycznego chciałem iść na studia. Był to czas, gdy miejsca na uczelni zdobywało 8% szczęśliwców z ponad 800 tys. rzeszy absolwentów mojego rocznika. Odpuściłem sobie wtedy, ale zrealizowałem ten cel i marzenie 30 lat później, ukończyłem zarządzanie organizacjami w Szkole Wyższej im. B. Jańskiego w Warszawie.

ciąg dalszy rozmowy z Andrzejem Szewczykiem

Masz więc porównanie pracy urzędnika z tym, jak pracuje się w biznesie, także własnym. Jest przepaść?

Stereotyp urzędnika, który dzieli swój czas pomiędzy kawę i lekturę gazety, jest już dawno passé :). Mamy bardzo dużo pracy – i to takiej, która musi być często ukończona w terminie, czasami co do minuty. Dlatego kluczowa – obok wiedzy merytorycznej – jest dyscyplina. Jeśli ktoś odpuściłby sobie i nieco zwolnił tempo, zadania spiętrzyłyby się lawinowo. Stąd mój nawyk organizowania pracy na kolejny dzień.

Podkreślić należy, że instytucje publiczne także pod względem profesjonalnej organizacji i nastawienia na efektywną realizację celów niewiele różnią się od typowych firm komercyjnych. Moja instytucja, w tym Wydział, w którym pracuję, w roku bieżącym wdrożył zarządzanie przez cele – z precyzyjnymi (wyrażonymi w procentach) planowanymi wskaźnikami celów do osiągnięcia. W wielu sytuacjach miałem okazję przekonać się, iż nasi pracownicy mają silną motywację do pracy, bowiem utożsamiają się z celami naszej instytucji. Mają rodzinne podejście, czyli „mój projekt to moje dziecko, dla którego chcę jak najlepiej” – i takie podejście podoba mi się :).

Twój Wydział zajmuje się wdrażaniem EFS. Na czym polega to w praktyce?

To szereg działań i czynności prowadzących do jednego celu: prawidłowej realizacji i rozliczania dotacji udzielanych beneficjentom. Najważniejsze kroki w tym procesie to: podpisanie umowy o dofinansowanie, sporządzenie polecenia wypłaty środków zgodnie z harmonogramem płatności, bieżące konsultacje z beneficjentem, rozliczanie dotacji poprzez weryfikację i zatwierdzanie wniosków o płatność, monitorowanie przebiegu realizacji projektu i rezultatów osiągniętych w projekcie.

Z kim na co dzień współpracujesz w ramach MJWPU?

Nasz Wydział współpracuje z wieloma innymi wydziałami naszej instytucji, w szczególności z takimi Wydziałami, jak: Planowania i Analiz, Płatności i Refundacji, Księgowości, Koordynacji EFS, Kontroli Projektów EFS, Radców Prawnych etc. Ponadto współpracujemy z Departamentem Rozwoju Regionalnego i Funduszy Europejskich Urzędu Marszałkowskiego Województwa Mazowieckiego w zakresie przygotowania programów finansowych w ramach EFS oraz tworzenia dokumentów w ramach IX priorytetu RPO WM.

Co w największym stopniu przesądza o sukcesie projektów?

Najważniejsze, by realizacja była zgodna z prawem, a środki wydawane efektywnie. Ale poza suchymi wskaźnikami ważne też jest to, by wszystkim zaangażowanym w projekt osobom chciało się chcieć. Tak naprawdę wszyscy gramy w jednej drużynie, razem ciągniemy ten wózek, który zwie się projektem. W przypadku projektów społecznych – a takimi zajmuję się – to zaangażowanie ma dodatkowy wymiar. Nasze projekty niosą wsparcie tym, którzy go potrzebują. Obecnie nasz Wydział realizuje 295 projektów społecznych w ramach priorytetu IX. Rezultaty w projekcie uskrzydlają nas, bo dzięki projektom zmieniamy ludzi i świat na lepszy.

Najbardziej lubię projekty nastawione na dawanie szans dzieciom. Pamiętam, że nasze pokolenie takich możliwości nie miało. Śmieję się często, że byłem protoplastą samokształcenia, spędzając wiele godzin w szkole po lekcjach.

Andrzej Szewczyk dotyka krzew róży w swoim ogrodzie, fot. Franek Mazur
Andrzej Szewczyk w swoim ogrodzie, fot. Franek Mazur

 

Co jeszcze Ciebie uskrzydla?

W pracy? Uznanie beneficjentów. Przez te dziesięć lat współpracy głównie z ośrodkami pomocy społecznej i powiatowymi centrami pomocy rodzinie wypracowaliśmy wiele dobrych, owocnych relacji. I naprawdę miło usłyszeć, gdy nieznana osoba mówi: wiem kim Pan jest, słyszałam o Panu wiele dobrych rzeczy.

Ponadto uskrzydla mnie świadomość, iż moja praca i praca moich koleżanek oraz kolegów z wydziału w sposób istotny przyczynia się do rozwoju społeczno-gospodarczego Mazowsza. Poprzez realizację projektów przez beneficjentów i naszą ścisłą współpracę z nimi wspieramy walkę z bezrobociem, zwiększając możliwości zatrudnienia i kształcenia uczestników projektów, w szczególności osób zagrożonych ubóstwem oraz ludzi młodych wchodzących na rynek pracy. Ma to przełożenie na wzrost poziomu zatrudnienia i wysokiej jakości miejsca pracy, poprawę dostępu do rynku pracy oraz mobilność geograficzną i zawodową pracowników. Nasze projekty ułatwiają jego uczestnikom dostosowanie się do zmian w gospodarce. Zachęcają ich do kształcenia się i szkolenia, wspierają przechodzenie młodych ludzi z etapu kształcenia do etapu zatrudnienia. Tym samym są narzędziem do zwalczania ubóstwa, wzmacniania włączenia społecznego oraz wspierania równości płci, niedyskryminacji i równych szans na rynku pracy. W efekcie prowadzi to do ogólnego wzrostu poziomu życia mieszkańców Mazowsza.

A poza pracą?

Rodzina, praca w ogrodzie, opiekowanie się kotkami. Naszą dumą są dzieci. Córka pracuje w centralnym urzędzie administracji rządowej, syn robi doktorat w PAN.

Moją odskocznią od pracy zawodowej jest przydomowy ogród. Kilka lat temu założyłem go według własnego projektu. Od tamtego czasu wspólnie z żoną pracujemy w nim. Co roku coś przesadzamy i dosadzamy, urządzamy. Ogród podzielony jest na część owocową z drzewami i krzewami oraz część rekreacyjną – tu rośnie 80 krzewów róż, w tym pnące, parkowe, rabatowe i wielkokwiatowe. Ponadto rosną byliny na rabatach, takie jak: peonie, lilaki, kosaćce, łubin. Jest też rabata z rododendronami i wrzosami.

Mieszkamy w bardzo urokliwej części Bemowa, a mianowicie na osiedlu domów jednorodzinnych Jelonki Południowe. Chciałbym, aby moje osiedle zachowało swój historyczny charakter zabudowy jednorodzinnej, dzięki której posiada ono swój urok w postaci stosunkowo dużych ogrodów przydomowych. Stąd moje zaangażowanie społeczne w działalność lokalnego stowarzyszenia, którego głównym zadaniem jest ochrona naszego osiedla przed zabudową wielorodzinną, którą forsują deweloperzy.

Rozmawiała Małgorzata Remisiewicz